Na Shippensburg University of Pennsylvania studentki, które podczas sobotniej zakrapianej alkoholem imprezy zdecydowały się na przygodny seks, z początkiem nowego tygodnia mogą pozbyć się dopiero co poczętego dziecka. Wystarczy tylko udać się do automatu.
W pobliżu kampusu, zaraz za stołówką znajduje się University Health Center. Można się tu dostać dzięki legitymacji studenckiej. W dziale samoobsługowym uniwersyteckiego centrum zdrowia znajdziemy maszynę, a w niej obok leków na kaszel, pastylek na ból gardła i sprejów do nosa – dyskretne opakowanie Plan B One Step. Bez pytań, bez konsekwencji, bez zmartwień. Wystarczy zapłacić i wyjść. Wybór jest prosty: dziewczyna łyka pigułkę i oddycha z ulgą. Sprawa rozwiązana – po problemie.
Ale tak naprawdę nic nie jest załatwione. Plan B, reklamowany na ulotce jako antykoncepcja awaryjna, jest środkiem, który hamuje owulację, a tym samym uniemożliwia zapłodnienie. Ale powoduje także zmiany w błonie śluzowej macicy, uniemożliwiając nowo poczętemu dziecku zagnieżdżenie się w łonie matki. Bez implantacji maleńkie życie nie jest w stanie pobierać pokarmu, umiera.
Zdarza się, że Plan B zawodzi i ciąża trwa nadal, choć w większości przypadków jest skuteczny. Niestety sukces studentki, która z powodzeniem pozbyła się odpowiedzialności, może nie być tak oczywisty. W jednym przypadku na trzy pojawi się obfity krwotok. 13% kobiet, które zażyły tabletkę doświadczało nudności, bólów brzucha i uczucia zmęczenia. U 1 na 10 dziewczyn występowały ostre bóle brzucha, wymagające natychmiastowego leczenia jak przy ciąży pozamacicznej. Ale decyzja o zażyciu Planu B jest przecież prywatną sprawą...
Zaatakowany ostatnio uniwersytecki zespół ds. PR bronił się, mówiąc, że Shippensburg nie jest pierwszą uczelnią, która udostępniła środek swoim studentom. A na zarzuty, że to stwarza możliwości i zachęca do przygodnego seksu, odpowiedziano w oficjalnym oświadczeniu, argumentując, iż decyzję podejmuje każdy na własną odpowiedzialność.
7 lutego dr Peter M. Gigliotti, dyrektor wykonawczy ds. komunikacji i marketingu uniwersytetu powiedział, że automaty zainstalowano kilka lat temu, bo badanie przeprowadzone wśród studentów wykazało, że 85% spośród nich preferuje dostęp do antykoncepcji awaryjnej na terenie kampusu. Bronił tej decyzji i wyraził zdziwienie zainteresowaniem mediów. Podkreślał, że nikt poniżej 17. roku życia nie ma możliwości skorzystania z leków z maszyny (zgodnie z prawem, Plan B może być sprzedawany bez recepty tylko osobom powyżej 17. roku życia).
Przedstawiciele Shippensburg University nie widzą nic złego w aborcji i to aborcji z automatu. Czy to oznacza, że nasza kultura na tyle strywializowała kwestię seksu i powstawania nowego życia, że rozwiązanie problemu niechcianej ciąży można przeprowadzić w sposób, w jaki kupuje się chipsy czy colę? Zdaje się, iż jest to doskonały znak naszych czasów – bezosobowe i utylitarne podejście do współżycia i prokreacji.
Seks to nic wielkiego, tylko rozrywka, a problemów z nim związanych można się pozbyć bardzo szybko. Robienie albo zabijanie dzieci – ot, zwyczajna czynność. Połknięcie awaryjnej pigułki ma takie samo moralne znaczenie jak wypicie syropu na kaszel. Automaty sprzedają spokój i znieczulenie serca.
K.P.
Źródło: www.catholicnewsagency.com



